Asset Publisher Asset Publisher

O redakcji

Jacek Derek – absolwent Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, dr nauk humanistycznych. Dziennikarskiego warsztatu uczył się w redakcji „Dziennika Zachodniego", gdzie spędził kilkanaście lat. Już wtedy – od czasu do czasu – odwiedzał śląskich leśników: zawodowo i towarzysko. Ta zażyłość z czasem przerodziła się w trwalszą współpracę, która zaowocowała pracą w prasie leśnej. 

Sławomir Cichy – absolwent Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Pracę, jeszcze jako student, rozpoczynał w redakcji Gościa Niedzielnego. To tam w czasach przemian ustrojowych lat 1989-1991 zdobywał pierwsze dziennikarskie szlify. Przez kilka lat kierował redakcjami tygodników lokalnych. Kolejnymi przystankami w zawodowej drodze były m.in. redakcje: Dziennika Zachodniego, Faktu, Dziennika „Polska Europa Świat”. Był korespondentem kilku ogólnopolskich tytułów. Publikował swoje teksty w Newsweeku, Wprost, Agorze, ale także w Trybunie Opolskiej czy Gazecie Częstochowskiej. Od stycznia 2017 r. jest dziennikarzem w redakcji Trybuna Leśnika.


Asset Publisher Asset Publisher

Zurück

Konie Przewalskiego

Konie Przewalskiego

Moje „polowanie” na dzikie konie

W dzieciństwie chciałem być traperem, tak jak bohaterzy z książek Krystyny i Alfreda Szklarskich, natomiast w młodości myśliwym jak dziadek. Ostatecznie ani jednego, ani drugiego nie udało mi się osiągnąć, ale pasja włóczenia się jakoś sama się wykształciła i wciąż trwa.

Oddech dzikiego stepu

Dzisiaj moim spełnieniem jest wędrówka po stepach. Dalekie horyzonty, ogromna przestrzeń i te odległości… nie do pokonania pieszo. Nie mogło być inaczej. To właśnie na stepach azjatyckich musiało nastąpić udomowienie dzikiego konia. Bez konia człowiek nie byłby w stanie dotrzeć od jednego źródła wody do drugiego dźwigając jej zapas.

Naukowcy uważają, że dziki koń już w epoce brązu (ok. 3000 lat p.n.e.) został udomowiony przez plemiona Azji Środkowej. Początkowo koń był tylko łupem i przedmiotem polowań, ale później uzależnienie od oswojonych dzikich koni dało początek rozwoju stepowych nomadów i ich ekspansji. Scytyjskie rysunki naskalne w Chakasji, Tuwie i w Ałtaju dają temu świadectwo. Czym byłby człowiek bez koni, czym byłby step bez koni? Ale na szczęście nie wszystkie konie udało się ludziom udomowić. Są jeszcze dzikie konie…, konie Przewalskiego - ostatnie żyjące naprawdę dzikie konie, które powróciły na azjatyckie stepy.

Życie koni Przewalskiego to ciągła wędrówka na małych obszarach. Nie mają one tak silnego instynktu migracyjnego jak np. renifery, ale jednak stado nieustannie się porusza, nie pozostając długo w jednym miejscu. Przemieszcza się poszukując lepszych sezonowych pastwisk na pagórkowatych i wyżynnych jałowych stepach i półpustyniach. Okresowe strumienie w głębokich jarach oraz jeziora (również słone) to miejsca wędrówek do wodopojów. Również mozaika roślinności skąpych ostnic, piołunów, zarośli saksaułu, krzewów tamaryszku i karagany zmusza do ciągłego ruchu i poszukiwań pokarmu. Trudne warunki suchego kontynentalnego klimatu z bardzo zimną bezśnieżną zimą oraz nagłymi znacznymi opadami śniegu, jest istnieniem na krawędzi przetrwania. To ciągłe życie koczownika przyczyniło się na pewno do rozwoju dużej wytrzymałości koni Przewalskiego i ich wielkiej niezależności.

Tak skrajne warunki spowodowały, iż stada koni nie tworzą spektakularnych ilościowo tabunów niczym preriowe mustangi. Są to niewielkie haremy składające się z jednego ogiera i kilku klaczy (nie więcej niż 10) wraz z młodymi. Osobne stada tworzą młode samce. Życie w małych ruchliwych grupach pozwala im bezpiecznie trwać. W stadzie panuje hierarchia, wykształcona poprzez walki pomiędzy kobyłami, ale przywódcą jest zawsze ogier. Konie Przewalskiego są czujne, płochliwe i nieufne, a ich specyfiką jest ustawianie się w linii prostej (a nie w grupę), tak aby każdy osobnik w stadzie mógł obserwować teren. W sytuacji zagrożenia zrywają się do ucieczki, a ogier popędza ociągające się klacze poprzez rżenie, kopanie i gryzienie.

Jak dawniej polowano na konie Przewalskiego

W Europie polowanie na konie odbiera się co najmniej jako straszliwe, albo wręcz makabryczne. Już ciut mniejszym tabu jest jedzenie koniny (jak choćby we Włoszech). Jednakże w polskiej kulturze o ułańskich tradycjach, wykorzystywanie końskiego mięsa uważane jest nawet za barbarzyństwo. Co innego u stepowych ludów Azji. Mongołowie, Tatarzy i wiele innych współczesnych hodowców koni, traktuje je na równi z owcami czy krowami. Konina uważana jest za mięso zdrowsze i szlachetniejsze, albowiem konie są wybredne przy wyszukiwaniu pokarmu. Wiele z tradycyjnych stepowych potraw wytwarza się z koniny, jak chociażby baszkirskie suche kiełbasy kazy, czy słynne kazachskie danie beszbarmak.

 Obecnie konie hoduje się tam na mięso, ale jeszcze nie tak dawno polowano na dzikie konie. Polowanie z bronią palną nie jest żadnym wyzwaniem dla myśliwego, ale gdy przyjrzymy się opisowi polowania na konie Przewalskiego z okresu, gdy nomadowie posługiwali się tylko łukiem, można dopatrzyć się w tym kunsztu.

Polowanie na dzikie konie było niezwykle trudne, a myśliwy musiał być niezwykle cierpliwy – to było mozolne przedsięwzięcie. Konie Przewalskiego, wyposażone w doskonały węch, słuch i wzrok, są bardzo ostrożne. Z tego też względu dawny myśliwy nie mógł się podkraść do stada na zasięg strzału z łuku. Jednakże rozwiązanie się znalazło. Przecież konie musiały odwiedzać wodopoje. Sama zasadzka przy wodzie nie mogła być skuteczna, albowiem w płaskim terenie stojący z łukiem człowiek był od razu widoczny i konie nie podchodziły. Stepowi myśliwi zastosowali podstęp polegający na ustawieniu kukły człowieka z łukiem. Po kilku dniach konie już przywykły do nieruchomej postaci przy wodopoju i nie uciekały. Dopiero wtedy łucznik, pod nieobecność koni, ustawiał się w miejscu kukły i po ich nadejściu mógł oddać jeden śmiertelny strzał (tylko jeden, bo po nim reszta koni uciekała). Potem nastały czasy broni palnej i konie były bez szans.

O wiele brutalniejszy i bezwzględny był sposób odłowu źrebiąt koni Przewalskiego. Głównym celem było pozyskanie żywych osobników, które były potem darowywane azjatyckim władcom (a w kolejnych wiekach sprzedawane europejskim hodowcom i do zoo). W szerokiej stepowej dolinie, gdzie zaobserwowano stado koni Przewalskiego, zbierali się jeźdźcy stepowi na swoich udomowionych koniach. Nagle podnosił się wielki krzyk i ruszali w pościg. Dzikie konie podrywały się i rzucały do galopu. Zaczynał się morderczy pościg w tumanach kurzu. Stepowe udomowione konie są wytrwałe w gonitwie, jednakże koń z jeźdźcem nie ma żadnych szans, aby dogonić dorosłego osobnika konia Przewalskiego. Jednakże po pewnym czasie w chmurach kurzu da się zauważyć kilka brązowych plamek. Okazują się nimi być źrebięta, które nie są w stanie nadążyć za starszymi członkami stada koni Przewalskiego. Po pewnym czasie trwania pościgu dystans pomiędzy łowcami a źrebiętami maleje, a koczownicy wyłapują je wprawnym ruchem uurga (lasso na długim kiju) i obalają na ziemię. Wyczerpane źrebięta ciężko dyszą, ich nozdrza puchną, boki falują, a oczy łypią z przerażenia.

Reintrodukcja koni Przewalskiego

To paradoksalne, ale dzięki łowcom i kolekcjonerom zwierząt oraz modzie na ogrody zoologiczne, niejako mimochodem rozproszyło się ryzyko wymarcia gatunku. To właśnie z tych kilkudziesięciu brutalnie porwanych źrebiąt odtworzono populację konia Przewalskiego do takiego poziomu, iż obecnie jest ponownie wsiedlany w stepy Środkowej Azji.

Na przełomie XIX i XX wieku do Europy przywieziono 55 koni Przewalskiego. Obecnie wszystkie żyjące konie Przewalskiego są potomkami 11 osobników pochodzących z ogrodów zoologicznych oraz jednej dzikiej kobyły podarowanej ZSRR przez rząd Mongolii w 1957 r. Informacje o rodowodzie i liczbie koni Przewalskiego z wszystkich hodowli na świecie gromadzi się w specjalnych księgach wydawanych corocznie w Pradze. W 1959 roku praskie zoo zainaugurowało międzynarodowe sympozjum poświęcone ratowaniu tego gatunku. Różne ogrody zoologiczne i fundacje rozpoczęły programy wymiany reproduktorów i powiększania populacji, aż w latach 80., kiedy liczba koni Przewalskiego hodowanych w niewoli osiągnęła ponad 600, eksperci podjęli decyzję o rozpoczęciu programu reintrodukcji.

Ten program od 1992 roku trwa w parku narodowym Khustain Nuruu (Mongolia) i rezerwacie Takhin-Tal (Chiny). Kolejne programy realizowane są w innych miejscach w Mongolii i Chinach oraz Uzbekistanie i Kazachstanie. Obecnie na świecie funkcjonuje 12 profesjonalnych centrów reintrodukcji koni Przewalskiego.

W Polsce kilka osobników koni Przewalskiego znajduje się w zoo w Krakowie, zaś większą grupę można zobaczyć w ogrodzie zoologicznym w Pradze. W Czechach (Dolni Dobrejov), we Francji (Causse Mejean) i na Węgrzech (Hortobagy), prowadzone są specjalistyczne zamknięte hodowle (na dużej powierzchni). Natomiast na Ukrainie, na terenie byłej elektrowni atomowej w Czarnobylu, konie Przewalskiego zostały wsiedlone, jako dziwny „eksperyment”. W rezerwacie Askania-Nova na południowo-wschodniej Ukrainie do dzisiaj funkcjonuje pierwsza w Europie hodowla koni Przewalskiego.

Moim marzeniem było zobaczyć na własne oczy te konie w stepie, w ich naturalnym środowisku. Dlatego pojechałem do „Orenburskich Zapowiedników” na Południowym Uralu. Tam w „Przeduralskim stepie” jesienią 2015 r. rozpoczął się rosyjski program powrotu dzikich koni Przewalskiego na stepy Rosji. Teren reintrodukcji (dawny obszar wojskowy) od 1965 r. nie był użytkowany i z tego powodu jest prawie naturalny (posiada pełne spektrum roślinności stepowej niezmienionej wypasem), co jest kluczowym dla dzikich koni i może zapewnić ich wyżywienie przez cały rok. Warunki klimatyczne są tu łagodniejsze niż w Mongolii.

Niezwykle ważne jest zapobieganie ucieczkom koni Przewalskiego i krzyżowaniem z końmi domowymi (erozja genetyczna). Stąd podjęto decyzję o utworzeniu ogromnego ogrodzonego terytorium dla koni o powierzchni 16,5 tys. ha i długości ogrodzenia 52 km. Początkowy etap programu jest przewidziany do 2030 r., a jego zadaniem jest stworzenie trwałej, rozmnażającej się populacji liczącej 100-150 osobników, która będzie składać się ze zwierząt czystorasowych wymienionych w praskiej księdze rodowodowej. W pierwszym roku konie przyjechały tu z hodowli z Francji, a w kolejnym roku z Węgier i dzisiaj jest tam na razie 36 koni.

 

Krótka historia koni Przewalskiego

  • Paleolityczne malowidła naskalne w jaskini Lascaux we Francji, przedstawiające konie (niesamowicie przypominające konie Przewalskiego), sugerują, że gatunek ten żył w Europie 15 tys. lat temu, ale późniejsze zmiany klimatyczne wypędziły je na stepy Środkowej Azji.

  • W neolicie (jak dowodzą badania archeologiczne) koń Przewalskiego był znany i ceniony przez stepowych myśliwych, jako źródło mięsa, skór oraz symboli duchowych.

  • Tybetańskie zapisy „Tajnej historii Mongołów”  wieku mówią o przygotowaniach Czyngis-chana do wojen poprzez polowanie na dzikie konie w 1226 r.

  • W trakcie kształtowania wielkich cywilizacji azjatyckich nomadzi stepowi mieli w zwyczaju dawać chińskim władcom żywe daniny w postaci odłowionych młodych koni Przewalskiego.

  • Wraz z rozwojem lokalnej ludności i zwiększaniem pogłowia stad konie Przewalskiego spychane są na tereny bardziej nieurodzajne (suche stepy i półpustynne) Azji centralnej.

  • W zapiskach z roku 1763 John Bella, szkockiego lekarza w służbie carskiej, pojawia się niezauważona przez zoologów informacja o dzikim koniu z Azji.

  • Dla zachodniej cywilizacji koń Przewalskiego zostaje odkryty w Dżungarii (obecne pogranicze Chin, Kazachstanu, Mongolii) w 1879 przez Nikołaja Przewalskiego, rosyjskiego badacza Azji z polskim pochodzeniem.

  • W Petersburgu Ivan Poljakow sporządza opis taksonomiczny (na bazie szkieletu i skóry przesłanych przez Nikołaja) i na cześć odkrywcy nadaje nazwę łacińską: Equus przewalskii Polj., 1881.

  • Do czasu szerokiego rozprzestrzenienia broni palnej, konie Przewalskiego współistniały z nomadami stepowymi i dopiero w XX wieku polowania doprowadziły je do skraju wyginięcia.

  • Na przełomie XIX/XX wieku pojawia się w Europie moda na zooparki i zapotrzebowanie na egzotyczne zwierzęta.

  • W tym okresie Baron von Falz-Fein zleca łowcy dzikich zwierząt Carl’owi Hagenbeck złapanie kilku źrebiąt koni Przewalskiego i umieszcza je w (w 1899 r.) prywatnym zoo na terenie swoich włości w Askania-Nowa (obecna południowo-wschodnia Ukraina).

  • Kolejne ekspedycje miały miejsce w okresie międzywojennym, ale większość złowionych zwierząt zginęła (w tym okresie istniały już tylko niewielkie stada na najbardziej niedostępnych obszarach pustyni Gobi, gdzie żyły w ekstremalnych warunkach, balansując na krawędzi przetrwania przy ciągłym niedostatku pożywienia).

  • Niezliczone konflikty zbrojne, zawieruchy okresu wojen i zmian polityczno-kulturowych w Chinach pogorszyły sytuację koni Przewalskiego jeszcze bardziej (pomimo oficjalnego zakazu polowań z 1926 roku).

  • Prawdziwą klęską dla koni Przewalskiego okazały się powtarzające się dzudy, czyli katastrofalna pogoda zimowa (w szczególności zima 1944-45), która przypomina gołoledź, gdzie gruba warstwa lodu pokrywa śnieg uniemożliwiając koniom Przewalskiego dokopanie się do wątłej trawy rosnącej w suchym i wybitnie kontynentalnym klimacie. Jednocześnie umierały stada pasterskie, co zmusiło prawdopodobnie lokalną ludność do polowania na dzikie konie.

  • W roku 1969 roku w mongolskiej części pustyni Gobi po raz ostatni widziano konia Przewalskiego na wolności.

  • Od 1992 roku rozpoczęto w Mongolii i w Chinach program odtwarzania populacji z osobników z hodowli zamkniętych (zoo).

  • Pierwszy wolny koń Przewalskiego urodził się 24 sierpnia 1994 roku w parku narodowym Khustain Nuruu (Mongolia). 

  • Obecnie na świecie żyje ok. 2000 osobników konia Przewalskiego.

 

 

Fakty o koniach Przewalskiego:

  • Jedyny żyjący współcześnie prawdziwe dziki gatunek konia (nie jest wtórnie zdziczały jak amerykańskie mustangi czy australijskie brumby).

  • Uratowany od całkowitego wyginięcia w XXI wieku dzięki hodowlom zamkniętym.

  • Umaszczenie (powtarzalne i jedyne) w kolorze żółto-piaskowym z jasnym brzuchem i ciemniejszym grzbietem.

  • Na grzbiecie ciemna pręga wzdłuż kręgosłupa (niczym u konika polskiego).

  • Krótka, czarna stercząca grzywa i brak grzywki.

  • Grubą puchata sierść chroni przed mrozami do –50 stopni C.

  • Ogon w górnej części nie ma długiego włosia (podobnie do azjatyckiego kułana).

  • Szczątkowe pręgi na nogach (zebrowe).

  • Krótka i gruba szyja, głowa masywna, nisko noszona, jasna otoczka oczu i końcówka pyka.

  • Budowa krępa, silna (wysokość w kłębie ok. 135 cm).

  • Ciąża trwa prawie 12 miesięcy, źrebie waży ok. 30 kg i przez 2 lata jest zależne od kobyły.

  • Ogier w wieku 5-6 lat potrafi wywalczyć już własny harem kobył.

  • Maksymalny potwierdzony wiek przeżycia to 35 lat.

  • Niezależny i nieufny (nigdy nie został ujeżdżony).

  • Biega wytrwale z prędkością do 50 km na godzinę.

  • Wybredne w żywieniu (jedzą głównie trawy z rodzaju ostnic).

  • Dziennie ok. 12-18 godzin poświęcają na to by się paść.

  • Zimą potrafią kopytami odkopywać trawę spod śniegu o głębokości do 70 cm.

  • Koński pysk potrafi wyrazić 17 różnych znaczących „min”.

  • Liczba posiadanych chromosomów to 66 (natomiast 64 ma koń udomowiony oraz wymarły tarpan i z tego też powodu część badaczy uważa, że koń Przewalskiego nie jest przodkiem tych obu).

  • Mogą się krzyżować z koniem udomowionym (mieszańce są płodne, co jest dużym genetycznym zagrożeniem dla przetrwania gatunku).

 

GRZEGORZ JANAS

- zagorzały smakosz dziczyzny oraz przeciwnik tradycyjnego myślistwa.

 

Wielkie podziękowania dla Iriny Latypova z Dyrekcji „Orenburskich Zapowiedników” za pomoc w zorganizowaniu mojej wycieczki oraz Tatiany Zharkikh za opowieści o koniach Przewalskiego. A koniom Przewalskiego życzę szczęśliwego powrotu na dzikie stepy Azji.